Dorada i Zakładka

dorada5A więc było tak: weszłam w posiadanie trzech świeżutkich dorad, których przeznaczeniem było skończyć w naszym piekarniku. Na chwilę przed podaniem ryby zdałam sobie sprawę, że brakuje nam cytryny, a jak wiadomo ryba bez cytryny jest jak ryba bez roweru. Na polowanie został wysłany Carewicz Dzidziuś. Po jakimś czasie powrócił informując nas, że sklepy niestety już były zamknięte, ale udało mu się zdobyć niezbędny składnik w znajdującej się po sąsiedzku restauracji Zakładka. Kelnerka, która uratowała naszą kolację była jednak nieugięta w stawianiu warunków: otrzymaliśmy pożyczkę, którą należało honorowo zwrócić.

W związku z tym, zmuszeni odwiedzić Zakładkę w celu oddania długu, udaliśmy się tam już dnia następnego, z bardzo miłym znajomym z Katowic. Przyznam otwarcie, że czytaliśmy wcześniej recenzję Wojciecha Nowickiego, która sprawiła, że moje frankofilskie serce niemal wyskoczyło z piersi, zaś Carewicz zapłakał ze wzruszenia. Rzeczywistość okazała się prawie idealna. Na początek aperitif składający się z kieliszka całkiem niezłego białego Bordeaux, grzaneczki z pasztetem i zagryzki „na koszt zakładu”, na które składała się m.in. absolutnie fantastyczna tapenade.


zakladka
Potem też było nieźle. Dania oryginalne, ale proste. Dużo podrobów, co sprawiło, że poczułam się jak w tradycyjnej lyońskiej restauracji. Jedliśmy: kacze udko confit, stek z łaty cielęcej i zrazy z flaków (!). Wszystko było dobre, ale trochę zabrakło „iskry bożej”, którą czuć np. w każdym daniu w Zazie Bistro. Natomiast desery… Desery! Absolutnie genialne! Pożarliśmy creme brulee, mus czekoladowy i gruszkę w czerwonym winie, a każde lepsze od poprzedniego. W tym wszystkim trochę zgrzytała nazbyt serdeczna obsługa lokalu, której ciągle było jakby za dużo… Reasumując: polecamy, chociaż jeszcze się nie zakochaliśmy, ale z pewnością jest to „początek bardzo pięknej przyjaźni”.

Wracając jednak do dorady, oto przepis. Najprostszy jaki może być, ale bardzo efektowny: ryba pozostaje soczysta i nic nie zagłusza jej smaku. Carewicz, Tomuś zajadali aż im się uszy trzęsły :)

Składniki:dorada_07

cała dorada (ok. 300g)
sól
pieprz
odrobina piri-piri
ząbek czosnku
masło
oliwa
pomidor
ser feta (lub typu feta, ale twardy, żadne „favity”)
oregano (może być suszone)
opcjonalnie: odrobina sałaty dla ozdoby
…i oczywiście: cytryna ;)

Przygotowanie:

dorada_03

Ryby patroszymy i czyścimy z łusek (dorada nie ma ich wiele, więc nie jest to czasochłonna czynność), a następnie solimy i pieprzymy, również w środku. Do środka wkładamy pokrojony z grubsza ząbek czosnku, sypiemy kilka płatków piri-piri i wkładamy kawałek masła. Tak przygotowaną rybę zawijamy w folię aluminiową posmarowaną oliwą i odkładamy na godzinę do lodówki.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni i wkładamy do niego zawinięte w folię ryby (ja kładę je bezpośrednio na ruszcie). Będą potrzebować ok. 25-30 minut pieczenia. W międzyczasie przygotowujemy pomidory zapiekane z fetą: w żaroodpornym naczyniu skropionym oliwą układamy plastry pomidora, a na nich kawałki fety. Całość obficie skrapiamy oliwą i posypujemy oregano (lub bazylią, lub ziołami prowansalskimi – na co macie ochotę). Wstawiamy pomidory do piekarnika na 15 minut przed końcem pieczenia ryby.

Podajemy z zieloną sałatą i cytryną :)

pomidory_fetadorada_02dorada_05

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s