Perliczka / pantarka


IMG_3478

Dokonaliśmy pożarcia perliczki, która była absolutnie przepyszna! Sposobu na przyrządzenie dostarczyła Pani Matka (czyli carewiczowa Mamusia). Eksperymentalnie podałam ją (perliczkę, nie Mamusię) w towarzystwie purée z dyni, a w ramach przystawki pojawiła się francuska klasyka: sałata chèvre chaud. Czytaj dalej

Carewiczowy sernik w esy-floresy

IMG_3439Dziś Carewicz po raz kolejny kończy ileś-tam lat. Nie lubi On, mój Carewicz: niespodzianek, tortów ze świeczkami i innych ciast, prezentów i ogólnie nie lubi własnych urodzin. Najchętniej przyjąłby wtedy pewnie tort z golonki albo boczku. Niestety, prowadzenie bloga sprawiło, że tęsknie spoglądam na te wszystkie piękne, fotogeniczne słodycze wypełniające karty Internetu. Czytaj dalej

Prosiaczek i Dynia

PROSIACZEK

To była niedziela. Otrzymałem Ją w pakiecie, razem z chitynową cykorią (chitynowa bo ze Stonki – średniopowierzchniowego dyskontu, którego klony pojawiają się na mapie Polski, niczym hotele z popularnej gry planszowej). Pakiet otrzymałem w darze, w ramach programu pomocowego „Syn za żywność”. Była różowiutka i soczysta jak na prosięcinę przystało. Zapewne jeszcze wczoraj dreptała sobie wesoło z balonikiem w łapce po Stumilowym Lesie, prowadząc ożywione dyskusje ze swoim pluszowym przyjacielem. Teraz, ułożona na talerzykowym katafalku, oczekiwała w lodówce na swoją ostatnią posługę w karniworiańskim obrządku. Widziałem przy niej, oczami żołądka, wartę honorową złożoną ze szpaleru białej Pietruszki, pokrojonej na pluton smukłych patyczków, naprzeciwko którego ustawiłbym oddział kostek Selera odziany w olej z pestek Dyni. Czytaj dalej

hrabina na gościnnych występach w Warszawie + włoskie krakersy

IMG_3315Jak wiadomo, jestem ukrytą opcją mazowiecką wśród południowców, jednym słowem – pochodzę z Warszawy. Mało tego – kocham Warszawę, uwielbiam tu bywać i zazwyczaj wcale nie chce mi się wracać do Krakowa. Dzieje się tyle, że nawet tygodniowy pobyt nie wyczerpuje mojego apetytu na knajpy, wystawy i kluby… Czytaj dalej

Kartoffelsalat i Schnitzel, czyli rzecz o bywaniu w Bawarii

gapaPołowa Spółdzielni pojechała w towarzystwie Państwa Pączków na wywczas do Niemiec, albowiem uwielbiają szusowanie w GAPA (czyli Garmisch-Partenkirchen). Oprócz tego, że Zugspitze to jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi (oczywiście do uprawiania białego szaleństwa), to jeszcze te miasteczka, wioseczki, kościółeczki… No! Poza górami wszystko zminiaturyzowane i, jak słusznie zauważył Carewicz, ułożone z klocków LEGO. Tak więc jeździliśmy po tych białych stokach, paliliśmy twarze (dosłownie) w marcowym słońcu, a oprócz tego pożeraliśmy miejscowe specjały, głównie w fantastycznych schroniskach dla narciarzy. Specjały sprowadzają się tu głównie do mięsa (to, co Carewicz i Hrabina lubią najbardziej) oraz ziemniaków (tutaj Pączki wzdychają z zachwytu), czyli mamy: Spatzle (takie fajne zacierkowe kluseczki), pieczenie i golonki, knedle – serowe i na słodko, a poza tym króla wieprzowiny – Schnitzel „Wiener Art” z towarzystwie nieodłącznej Kartoffelsalat. Oczywiście, pomimo nałogowego unikania węglowodanów, Hrabina pożarła również Apfelstrudel z sosem waniliowym. Nie dało się tego uniknąć, to była smutna konieczność… Czytaj dalej