JPII, Macchina per pasta i Stal damasceńska, czyli tuczące smacznego początki.

Nawijanie makaronu

ampia

Wszystko zaczęło się w 1984, kiedy to moja Mama poleciała z wizytą kontrolną do Rzymu na pielgrzymkę, żeby Ojca świętego zobaczyć. Przywiozła z niej banany, czerwone w środku pomarańcze, resoraka Renówkę firmy Matchbox, zdjęcie z Papieżem Polakiem oraz Macchina per pasta… lśniące cudo firmy Ampia. Zachwytom i radościom nie było końca. Od tej pory nasze peerelowskie życie miało nabrać nowych, śródziemnomorskich rumieńców. Własny makaron w czasach kryzysu to krótsze stanie w kolejkach i więcej czasu dla rodziny. Tak przynajmniej byłoby napisane na pudełku, gdybym umiał wtedy czytać. Niestety jeszcze nie umiałem, więc było napisane tylko coś po włosku.

Pamiętam tylko jeden raz, kiedy to asystowałem przy produkcji makaronu. Ciasto z pierwszej pary stalowych wałków wychodziło cieniutkie jak pergamin. Do zachwytu i radości dołączyło uczucie uznania: „ale sprytne”, komentowaliśmy. Najlepsze miało dopiero nadejść. Drugi zestaw wałków rozkrajał makaronową kartkę na makaronowe dredy. Alleluja! Mama już nigdy nie będzie musiała pracować… Ci Włosi to geniusze. Niestety wkrótce, wraz z ostatnim bananem i ostatnią czerwoną w środku pomarańczą, odszedł rownież zapał do katarynkowego kręcenia makaronu. Macchina Ampia zajęła doczesne miejsce między garnkami w odmętach ostatniej z szafek. Od czasu do czasu o tamtych chwilach przypominali już tylko: resorak Renówka firmy Matchbox oraz Ojciec święty ściskający na zdjęciu dłoń Mamie – niedoszłej Królowej Makaronu.

Makaron a wchodzenie w dorosłe życie

Po 26 latach od tamtego wydarzenia postanowiłem wyprowadzić się z domu. W tym celu rozszabrowałem  kuchnię z niepotrzebnych, według mojej opini, sprzętów i akcesoriów by skomponować z nich własny kuchenny start-up. Gdy sięgałem po garnek, z odmętów ostatniej szafki wyłoniła się Ona. Z dreszczem dziecięcego podniecenia wciągnąłem Ją na powrót do świata żywych. Po otworzeniu, z pudełka niemal natychmiast wyskoczył Papież kierujący żółtą Renówką wypakowaną po brzegi bananami, czerwonymi w środku pomarańczami oraz innymi wspomnieniami. Maszyna, dla niepoznaki opanierowana była grubą warstwą tłustego kurzu. Po umyciu objawiła się w stanie idealnym – „Włoska stal… siewie, najlepsza”, miałem pożałować później tej ironii. Wrzuciłem maszynę do kufra z posagiem. „To będzie początek prawdziwej przyjaźni”, pomyślałem pakując Papieża szalejącego w Renówce wypełnionej owocami  z powrotem do pudełka.

Ile jest makaronu w makaronie?

Zawsze mnie intrygował napis na opakowaniach państwowych makaronów (inaczej: „kupnych”) dotyczący ilości jajek użytych do ich produkcji. „Makaron 5cio jajeczny Extra!” Pewnie tych pięć jajek wymieszano z workiem mąki. Ciekawe z ilu żółtek można zrobić makaron? Postanowiłem to sprawdzić, a zdobytym doświadczeniem, już za chwilę podzielę się z Tobą – Amatorze/Amatorko domowego makaronu.

Wrażliwy inżynier kontra materia organiczna

Będziesz potrzebować:

Mąki. Najlepsza Poznańska. Krupczatki nie polecam… ciasto jest po niej bez wyrazu, apatyczne i ciągle na „Nie”. Możesz spróbować z mąką razową pod warunkiem, że wymieszasz ją fifty-fifja z mąką poznańską, inaczej wyprodukujemy brykiet albo podstawkę pod szklankę. We wsi mówio, że razowa zdrowsza, ale to zabobon i dyrdymał. Wszystko zabija, więc starajmy się wybierać te najsmaczniejsze sposoby.

Jaja. Będziesz potrzebować dużo jaj, więc powinny być duże (XXL). Ja wybieram zawsze takie z uśmiechniętymi kurami na opakowaniu i z dziećmi tarzającymi się w ściółce. Nie bierz do tego chłopskich  jaj zdobytych z wielkim trudem od Baby z Kleparza, bo szkoda. To jednak będzie zastosowanie przemysłowe, a nie jajko po wiedeńsku dla ambasadora Japonii.

Maszyna. tak naprawdę nie jest konieczna, co powie wam każda certyfikowana babcia, a przekonałem się o tym sam na własnej skórze. Niemniej jednak są istotne różnice pomiędzy ciastem wałkowanym a kręconym.

Oczywiście nie musicie wysyłać matek na pielgrzymkę do Mekki czy innego Watykanu, żeby przy okazji przywiozły wam maszyny do robienia makaronu. Identyczną machinę  można kupić w sklepach AGD, najlepiej takich małych, wypchanych różnymi akcesoriami ze stali nierdzewnej (np. na Kalwaryjskiej). Od jakiegoś czasu widuję ją również na Handlowym Salonie Królewskiego Miasta Krakowa czyli pod Halą Targową. Jaśnie Pani, która ją sprzedaje poinformowała mnie, że to maszyna do krojenia tytoniu… „No ale makaron chyba też można tym robić?”, podpowiedziałem jej, niby zgadując, niby wymyślając zastosowanie.

-Makaron? No może -popatrzyła krzywo – ale tytoń świetnie kroi. Kupuje Pan liście u rolnika, suszy i…

Nieważne… Kupiłem od niej Tę maszynę do tytoniu bo Ampia, niestety, odmówiła posłuszeństwa. Pamiętacie uwagę dotyczącą włoskiej stali? Zemściło się. Jak już rozkręciłem na dobre produkcję makaronu okazało się, że tryby w tej maszynie zawiązały związki zawodowe i zainicjowały strajk włoski, tzn. maszyna zaczęła robić wszystko dokładnie… dokładnie na odwrót. Po rozebraniu wyszło na jaw, że tryby zjadły się nawzajem… sprawa beznadziejna. Żywotność takiej maszyny oceniam na ok 25o Mm (Makaronometry).

Teraz korzystam z kosmicznego wałka, który napełnia się gorącą wodą, co ułatwia wałkowanie. A propos, wystarczy już wałkowania tematu narzędzi, przejdźmy do czynów.

makaron01

Przygotowanie (porcja dla 6 osób) :

1. Na tortownicę/blat wysypujemy 3 szklanki mąki

2. Wbijamy jedno całe jajko… Przyglądamy się chwilę żółtku

3. Wbijamy 9 (słownie: dziewięć)  kolejnych żółtek opanowując przy tym dreszcz emocji. Ewentualne komentarze obserwujących nas cholesteryków zbywamy pogardliwym milczeniem.

4. Białko odstawiamy w chłodne miejsce, łudząc się, że następnego dnia zrobimy z niego tort bezowy

5. Bierzemy 2 duże noże

6. Mieszamy krojąc, kroimy mieszając aż powstaną grudki. Jeżeli z jakiś niewytłumaczalnych powodów grudki będą zbyt sypkie dolewamy trochę białka

7. Ugniatamy ręcznie do momentu gdy ciasto będzie jednolite, podsypujemy mąką

8.  Formujemy walec o średnicy ok. 6cm i kroimy plastry o grubości 1,5cm

9. Wkręcamy plastry w wałki maszyny postępu. I tutaj pojawia się tajemnica przyszłego sukcesu na kulinarnych salonach. Po każdym zwałkowaniu składamy plaster na cztery części i powtórnie wałkujemy. Czynność powtarzamy wielokrotnie do momentu gdy ciasto przybierze jednolitą gładką konsystencję, identyczną z plasteliną. To stanowi różnicę pomiędzy makaronem wałkowanym za pomocą wałka, od makaronu „da macchina”. Obsesyjność i perfekcyjność są na tym etapie mile widziane. Do niedawna uważano, że w ten właśnie sposób wyrabiano stal damasceńską, wkuwając w siebie  kolejne warstwy stali. Zainteresowanych odsyłam do wyszukiwarki.

Ten etap powinniśmy zakończyć z około dziesięcioma płatami ciasta i niezłym bajzlem.

Piekaron – Makaron z piekarnika czyli skrócona wersja „W poszukiwaniu zmarnowanego czasu” Marcelelego Prousta

Płaty są wilgotne i kleją się do siebie. Posypujemy je mąką z obu stron. Goście będą za pół godziny. Odkładamy panikę na półkę obok roztargnienia.

Włączamy piekarnik z dmuchawą na 50 stopni. Płaty kładziemy na blasze i wkładamy do środka. Piekarnika nie zamykamy.

Sprzątamy stół, opróźniamy kieliszek wina, włączamy drugi odcinek ulubionego serialu.

Obracamy płaty na drugą stronę, powinny trochę przeschnąć ale nie stwardnieć.

Teraz jesteśmy gotowi na odrobinę magii. W przypadku maszyny sprawa jest prosta. Wybieramy jeden z dwóch zestawów wałków krojących. Tagliatelle czy Rosołowy? Ostatni moment na podjęcie wiążącej decyzji.

makaron02

W przypadku wałka… odłóż go, niech odpocznie. Weź długi, ostry nóż. Ułóż płaty na sobie po cztery i raz dwa, pociachaj na paski o szerokości 8mm (tzw Cinema Pasta 8mm) czyli Makaron Filmowy. Dla leniwych dostępna jest rownież wersja 16mm.

Makaron wrzucamy z powrotem na blachę i wkładamy do piekarnika, żeby dosechł.

makaron03

Nie wylewaj wody spod makaronu, kucharz  w niej nogi myje…

…czyli jak gotować makaron. Nie ma takiej rzeczy, której nie dałoby się zrobić jeszcze gorzej niż inni. Podobnie z makaronem. Wszyscy słyszeli o makaronie „al dente”. Ja też, ale nadal nie wiem co to dokładnie znaczy. Chyba jest to dyplomatyczny sposób poinformowania kucharza, że makaron jest niedogotowany. W przypadku robionego makaronu nie będziecie mieć takiego problemu. Makaron gotuje się bardzo krótko, ok.3-4min. Gdy wypłynie na powierzchnię, niczym wyrzut sumienia, przelewamy go do durszlaka, podstawiając pod spód miskę. Woda makaronowa to cichy zabójca. Jest szalenie niebezpieczna, ale przydatna. Do opróżnionego garnka wlewamy trochę oliwy, wyciskamy kilka ząbków czosnku i wsypujemy grubą sól (zapomniałem dodać, że wody na makaron nie solimy, zaskoczeni?). Gdy czosnek przeszkli się z lekka, wlewamy chochlę wody-zabójcy a następnie wrzucamy opłukany zimną wodą makaron. Intensywnie mieszamy, aż wyparują resztki głupich pomysłów. W ten sposób otrzymujemy bazę dla sosów. Smak czosnku jest  bardziej wyrazisty, niż wtedy, gdybyśmy dodali go po prostu do sosu.

Smacznego.

Szwedzki Kucharz Grześ

Reklamy

One thought on “JPII, Macchina per pasta i Stal damasceńska, czyli tuczące smacznego początki.

  1. Pingback: hrabina na gościnnych występach w Warszawie + włoskie krakersy | spółdzielnia posiłkowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s