Budapeszteńsko…

Udaliśmy się z Carewiczem na spontaniczny weekend do Budapesztu, który straszliwie lubimy :)

Włóczyliśmy się rowerowo po wszelkich możliwych zakamarkach, moczyliśmy członki w łaźniach z wodami termalnymi Gellerta, ale przede wszystkim jedliśmy. Przy odrobinie szczęścia lub dobrych przewodnikach Budapeszt to raj dla smakoszy! Restauracje, poza tymi turystycznymi na modłę „chłopskiego jadła”, są naprawdę świetne i można za stosunkowo niewygórowaną cenę najeść się np. wybornego foie gras. Ja wiem, że to strasznie kontrowersyjny smakołyk, i że biedne gęsi, ale strasznie to smaczne, no po prostu strasznie!Budapest

Tym razem nie udało nam się odnaleźć dwóch fajnych knajpek zapamiętanych z poprzedniego wyjazdu – po prostu już nie istnieją :( Zaliczyliśmy dwie wpadki w miejscach podających nieśmiertelną zupę gulaszową, ale kto nie ryzykuje… I w końcu się udało: z czystym sumieniem możemy polecić Cafe Alibi (Egyeterm ter 4). Z zewnątrz wydawało się, że jest to tylko małe bistro i śmiertelnie głodni wstąpiliśmy na jakąś przekąskę.

Foie gras pate

Foie gras pate

Jednak czytając kartę ulegliśmy pokusie i zjedliśmy fantastyczny pasztet z foie gras, rilletes z kaczki (dla głodnych mocnych wrażeń: podane w małym słoiczku zalanym warstwą kaczego smalcu), a na danie główne delikatne policzki wołowe na ragout z papryki, pomidorów i młodych ziemniaków. Autor karty napisał o nich „tender cheeks” i miał absolutną rację! Na deser polecilibyśmy mus z marakui z kremem z mascarpone. Carewicz jadł creme brulee, ale niestety średnio udany. Do tego wybór naprawdę fajnych win węgierskich w przystępnej cenie.

Jako, że wybraliśmy wersję ekonomiczną wyjazdu, bez hotelowych śniadań, więc poznaliśmy i tę stronę kulinarną Budapesztu. Odradzamy śniadanie w popularnej Annie (Cafe Anna) – dosyć drogo. Udało nam się za to zjeść w uroczym Briós Kavezo (Pozsonyi ut 16), bardzo przyjaznym dzieciom, ale z omletem „na kaca” w karcie. Nie udało nam się zjeść w zachęcająco wyglądającym Culinaris (na Balassi Balint ut), ale odrobimy to następnym razem :) Na ostatnie śniadanie wróciliśmy do Cafe Alibi i zjedliśmy najlepsze croissanty w życiu, a zapowiedzianych 20% za zamawianie śniadania po porze śniadaniowej nie doliczono, co też w dość korzystnym świetle stawia naszą, od tej pory ulubioną, restaurację w Budapeszcie.

Cake shop

Cake shop

Poza tym jedliśmy też coś słodkiego w słynnym Gerbaud i nie polecamy – drożyzna w jakości mniej niż standardowej, choć wygląd wyrobów cukierniczych obłędny. Następnym razem pójdziemy na ciacho do przesympatycznie wyglądającego Cake Shop, w którym młodzi ludzie na miejscu wypiekają brownie i makaroniki (József Attila utca 12).

Miły wieczór niedzielny spędziliśmy w najpopularniejszej imprezowni w mieście. Szimpla Kert (Kazinczy utca 14) wygląda na scenografię do filmu w stylu „ludzkość w roku 2150 po zagładzie cywilizacji”. W trudnym do połapania się gąszczu antresol, dziwnych przedmiotów i licznych barów można odnaleźć m.in. bardzo profesjonalny wine bar. Dla zgłodniałych imprezowiczów są także frytki, hamburgery, zapiekanki i co tylko dusza zapragnie!

Na koniec proponujemy zakup pamiątek: czekolady ręcznie robionej z Rozsavolgyi Csokolade (Kiralyi Pal utca 6) oraz kiełbas na hali targowej. My, jako turyści kulinarni zakupiliśmy również potężną pierś kaczą, która będzie bohaterką kolejnego wpisu :)

Hala Targowa

Hala Targowa

Reklamy

4 thoughts on “Budapeszteńsko…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s