Karp razy dwa: w wiśniach czy w maśle?

Przedświąteczne ćwiczenia z karpia :) Pierwszy, wariacja na temat pochodzącego z  Wielkopolski karpia nadziewanego wiśniami, lekko rozczarował i tym samym otworzył w Spółdzielni dział „samokrytycznie”. Mimo tego, publikuję przepis i czekam na propozycje ulepszenia, gdyż wierzę, że ma on potencjał!

Drugi, pieczony w maśle, doskonały w swej prostocie i banalny wprost w wykonaniu sprawdził się o wiele lepiej.

Obydwa podane zostały z chrzanowym puree, które akurat okazało się bezwzględnie pyszne :)

karp w wiśniach 02 Czytaj dalej

Cytrynowe śledzie Pani Matki

Tak, ośmielam się podać tu przepis na śledzie przygotowywane przez Carewiczową Mamusię. Przepis być może banalnie prosty, ale o obłędnym wprost efekcie. Tak przygotowane śledzie są spożywane w rodzinie Carewicza obowiązkowo dwa razy do roku: jako obiad Wigilijny i jako postny obiad Wielkopiątkowy. W towarzystwie „tytłanych ziemniaczków” (o tym innym razem) i zmrożonej wódeczki.

Siła tych śledzi jest tak wielka, że raz spróbowawszy,  nauczyć się ich musiała każda kobieta przestępująca progi zacnego domu Carewicza. Robi je więc synowa Iza (mimo, że za śledziami nie szaleje), robię je ja, a nawet moja Mamusia też zaczyna je robić.

Ale też nie bądźmy ortodoksyjni co do terminów podawania. Ja na przykład śledzie mogę wszędzie i o każdej porze, nie czekając na Wigilię. A zatem do dzieła, i to szybciutko, bo niestety trzeba będzie poczekać – najlepsze są na drugi dzień…

śledzie z cytryną Czytaj dalej

Risotto po raz drugi, łosoś po raz ostatni…

IMG_4523

Jak w tytule: czas na dalsze eksperymenty z risotto, tym razem z koprem włoskim. Jak wiadomo koper włoski świetnie pasuje do ryb, więc na towarzysza risotto wybrałam łososia. I to był błąd. Łososie, które można dostać w naszych sklepach, coraz częściej przypominają masowo produkowane piersi z kurczaka: naszprycowane hormonami, nijakie i suche w smaku. Następnym razem podejmę wysiłek zdobycia porządnego dzikiego, „szarego” łososia lub tłustego halibuta :) Czytaj dalej

Dorada i Zakładka

dorada5A więc było tak: weszłam w posiadanie trzech świeżutkich dorad, których przeznaczeniem było skończyć w naszym piekarniku. Na chwilę przed podaniem ryby zdałam sobie sprawę, że brakuje nam cytryny, a jak wiadomo ryba bez cytryny jest jak ryba bez roweru. Na polowanie został wysłany Carewicz Dzidziuś. Po jakimś czasie powrócił informując nas, że sklepy niestety już były zamknięte, ale udało mu się zdobyć niezbędny składnik w znajdującej się po sąsiedzku restauracji Zakładka. Kelnerka, która uratowała naszą kolację była jednak nieugięta w stawianiu warunków: otrzymaliśmy pożyczkę, którą należało honorowo zwrócić. Czytaj dalej