Budapeszteńsko…

Udaliśmy się z Carewiczem na spontaniczny weekend do Budapesztu, który straszliwie lubimy :)

Włóczyliśmy się rowerowo po wszelkich możliwych zakamarkach, moczyliśmy członki w łaźniach z wodami termalnymi Gellerta, ale przede wszystkim jedliśmy. Przy odrobinie szczęścia lub dobrych przewodnikach Budapeszt to raj dla smakoszy! Restauracje, poza tymi turystycznymi na modłę „chłopskiego jadła”, są naprawdę świetne i można za stosunkowo niewygórowaną cenę najeść się np. wybornego foie gras. Ja wiem, że to strasznie kontrowersyjny smakołyk, i że biedne gęsi, ale strasznie to smaczne, no po prostu strasznie!Budapest

Czytaj dalej

Co się działo na Rusinowej Polanie…

Oj działo się! Senior rodu miał okrągłą rocznicę! Lały się strumieniami szlachetne trunki i przednie nalewki, ze wszystkich stron kraju nadciągnęli zacni goście, a obżarstwu nie było końca.

W prawdziwie listopadowym, choć nie deszczowo-błotnistym krajobrazie bawiliśmy się trzy okrągłe doby.

Niektórzy postanowili dłużej nie czekać i zacząć kolację na własną rękę :)  (Chleb pszenno-żytni prosto z pieca chlebowego)

Niektórzy postanowili dłużej nie czekać i zacząć kolację na własną rękę, z dala od zgiełku jadalni :)
(Chleb pszenno-żytni prosto z pieca chlebowego)

Czytaj dalej

Co jadają Gruzini? Czaszuszuli!

Połowa Spółdzielni pojechała ostatnio na wakacje do Gruzji. Poza podziwianiem zabytków, odwiedzaniem muzeów i spacerami po górach, oczywiście jedliśmy… Jedliśmy dużo i smacznie, popijając (umiarkowanie, oczywiście) winem. I chachą.

Gruzję polecamy każdemu miłośnikowi podróży kulinarnych – dla nas jedzenie to jeden z ważniejszych elementów poznawania kultury. I tym razem poznawaliśmy kulturę dogłębnie: przy wspólnym stole z naszymi gruzińskimi przyjaciółmi. Jadaliśmy nader wybornie! Codziennie któryś z posiłków zawierał w sobie chaczapuri – rodzaj placka zapiekanego z serem. I aby nie było tak łatwo, chaczapuri jedliśmy we wszystkich możliwych odmianach! Najbardziej przypadło nam do gustu adżarskie: w kształcie łódki i z jajkiem oraz kubdari – ten sam placek, ale z delikatną wołowiną doprawioną swańską solą. Ten ostatni serwuje się bowiem w górskiej Swanetii, a sól stamtąd jest mieszanką (niespodzianka!) soli, czosnku i bliżej niezidentyfikowanych przypraw.

supra w winnicy

supra w winnicy

Czytaj dalej

Kartoffelsalat i Schnitzel, czyli rzecz o bywaniu w Bawarii

gapaPołowa Spółdzielni pojechała w towarzystwie Państwa Pączków na wywczas do Niemiec, albowiem uwielbiają szusowanie w GAPA (czyli Garmisch-Partenkirchen). Oprócz tego, że Zugspitze to jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi (oczywiście do uprawiania białego szaleństwa), to jeszcze te miasteczka, wioseczki, kościółeczki… No! Poza górami wszystko zminiaturyzowane i, jak słusznie zauważył Carewicz, ułożone z klocków LEGO. Tak więc jeździliśmy po tych białych stokach, paliliśmy twarze (dosłownie) w marcowym słońcu, a oprócz tego pożeraliśmy miejscowe specjały, głównie w fantastycznych schroniskach dla narciarzy. Specjały sprowadzają się tu głównie do mięsa (to, co Carewicz i Hrabina lubią najbardziej) oraz ziemniaków (tutaj Pączki wzdychają z zachwytu), czyli mamy: Spatzle (takie fajne zacierkowe kluseczki), pieczenie i golonki, knedle – serowe i na słodko, a poza tym króla wieprzowiny – Schnitzel „Wiener Art” z towarzystwie nieodłącznej Kartoffelsalat. Oczywiście, pomimo nałogowego unikania węglowodanów, Hrabina pożarła również Apfelstrudel z sosem waniliowym. Nie dało się tego uniknąć, to była smutna konieczność… Czytaj dalej