Kochanie, upiekłam warzywa na zupę!

Niby jeszcze lato, ale już nie bardzo. Z Carewiczem śmigamy rankami na rolkach, a chłodniejsze wieczory rozgrzewamy gęstymi zupami z jesiennych warzyw.

Pomidory i papryka są jak Bonnie i Clyde – dobrana, wybuchowa para :) Banał zupy-krem został przełamany wykorzystaniem warzyw uprzednio upieczonych w piekarniku – z czosnkiem i oliwą. Papryka stała się bardziej pikantna, pomidor puścił malinowe soki, lekki dymny posmak przypomina mi jesienne palenie liści na działce moich dziadków. Nieuchronnie idzie jesień…DSC04694 Czytaj dalej

Pomidorowa konfitura z wanilią

W przedszkolu najchętniej rysowałam piwnicę z półkami wypełnionymi słoikami przetworów. To był mój „leitmotif”, będący chyba rekompensatą za niechęć mojej rodziny w dostarczeniu mi przetworów prawdziwych. Owszem, walały się gdzieś po domu słoiki z nudnymi dżemami, których jakoś nikt nie chciał zjadać i żurawiną, która owszem, cieszyła się umiarkowanym powodzeniem przy niedzielnym kurczaku. Honor ratowała tylko konfitura wiśniowa mojej Mamy. Poza tym nic. Nada. Niente.

SONY DSC

Czytaj dalej

Ratatouille, wieprzowina i edukacja panny Hrabiny

DSC04488

Cisza z mojej strony – uczę się robić zdjęcia. Z mieszanymi efektami, które moim skromnym zdaniem nie nadają się do publikacji. Z drugiej strony – blog musi żyć. Z trzeciej strony – przeczytałam tutaj, że każdy blogger kiedyś zaczynał, że nie trzeba się wstydzić, że blog to też pole do nauki itd. Więc gotuję, uczę się pstrykać i piszę. Dzisiaj o ratatatui, bo sezon na warzywa i zioła. A do niej polędwiczka, zawinięta w wędzoną, soloną słoninkę przywiezioną ze Słowacji, gdzie jeszcze boczek i słonina nadal są boczkiem i słoniną.

Czytaj dalej

Dorada i Zakładka

dorada5A więc było tak: weszłam w posiadanie trzech świeżutkich dorad, których przeznaczeniem było skończyć w naszym piekarniku. Na chwilę przed podaniem ryby zdałam sobie sprawę, że brakuje nam cytryny, a jak wiadomo ryba bez cytryny jest jak ryba bez roweru. Na polowanie został wysłany Carewicz Dzidziuś. Po jakimś czasie powrócił informując nas, że sklepy niestety już były zamknięte, ale udało mu się zdobyć niezbędny składnik w znajdującej się po sąsiedzku restauracji Zakładka. Kelnerka, która uratowała naszą kolację była jednak nieugięta w stawianiu warunków: otrzymaliśmy pożyczkę, którą należało honorowo zwrócić. Czytaj dalej